Macierzanka, szałwia i mięta
Od kilku dni miałem ogromną ochotę zjeść coś nowego. Wiele jest takich rzeczy, których jeszcze nie jadłem, ale ja nie jestem z tych, co próbują wszystko co popadnie. Na warsztatach u Łukasza Łuczaja przekonałem się, że warto próbować i mieć wokół siebie rośliny, które są w pełni jadalne i nie trzeba ich kupować w szczelnych torebkach, tylko zejść do ogródka, zerwać parę pędów i wrócić do kuchni żeby doprawić danie.
Mój brat ma większe zacięcie do dzikich roślin i możne uda mi się go namówić na wyprawę po “zielsko”. Część zapewne od razu zjemy, a to co zostanie upichcimy i sfotografujemy. Jednak teraz musiałem radzić sobie sam.
Postanowiłem skorzystać z roślinek hodowlanych. Mięte posadziłem już w zeszłym roku i o dziwo przeżyła kapryśną zimę, natomiast szałwię i macierzankę przytargałem z ogrodniczego.
Macierzanka to nic innego jak tymianek. Aromatyczna roślina, którą spokojnie można posadzić w ogródku. Mięta wiadomo powszechnie używana jest w kuchni i na barze. Szałwia ma okres kwitnienia i dlatego też postanowiłem wykorzystać jej drobne kwiatki do ozdobienia dania, a liście pomieszałem z mięta i macierzanką dla wzbogacenia smaku. Wszędzie piszą, że szałwię zbiera się i używa przed kwitnieniem. No cóż – ja jadłem w trakcie i smakowała pysznie. Więcej o macierzance możecie przeczytać np tutaj a o szałwii tutaj.
Młoda Włoszczyzna
W dzieciństwie nie bardzo mogłem jeść nowalijki. Mama, nie dawała nam młodych rzodkiewek, pomidorów, ogórków gruntowych ani włoszczyzny. Byliśmy uczuleni. Wysypki, katary były wiosną zmorą nie tylko maminej głowy. Z biegiem czasu wszystko minęło.
Zatem w wiosennym menu pojawił się młody por, marchewka, pietruszka, burak, seler, szalotka. Młode warzywa mają coś w sobie czego nie potrafię określić… może dla tego, że nie jestem dietetykiem tylko fotografem, ale ma to coś wspólnego z zapachem, który idealnie łączy się ze smakiem. Tak jak nie przepadam za korzeniem pietruszki, czy gotowanym selerem, to w przypadku młodych warzyw miałem wrażenie, że kształt, kolor i smak każdej rośliny zbudował to wyjątkowe coś. Coś co było doskonałe i pyszne.
Zatem wyszorowane nowalijki, polane doskonałym olejem rzepakowym z Góry św. Wawrzyńca z czosnkiem i odrobiną pieprzu wylądowały w piekarniku na kilka chwil. Do tego M. postanowiła przygotować kuskus z kurkumą i pieprzem kajeńskim.
Kuskus – wiadomo to chwila. Kiedy M. wyjęła z pieca zarumienione, skwierczące warzywa, ja nakładałem kaszę i posypywałem ją bogactwem gródka. Nic tylko zasiąść do uczty! Nic bardziej mylnego! Najpierw zdjęcia!
Konflikt wisiał w powietrzu… Zmęczona i głodna kobieta, to mieszanka, której należy unikać! Jednak rozstawiłem już sprzęt, nie było wyjścia! Raz dwa, blenda trochę tu, trochę tam. Lampa niżej, mocniej, delikatniej… subtelniej… A jednak szybciej niż zazwyczaj!
Smacznego!












































